wtorek, 16 maja 2017

Gdy Twoja przyjaciółka wychodzi za mąż


Nadszedł ten czas, twoja przyjaciółka wychodzi za mąż!

Ekscytujesz się, jakby to był Twój własny drugi ślub i już dwa dni wcześniej czujesz gule w gardle, gdy zbyt długo o tym myślisz (ale to chyba tylko, gdy jesteś mną :P). W dzień przed ślubem, ona wyrzuca swojego narzeczonego z mieszkania, a Ty jedziesz do niej na noc. W samochodzie jeszcze wręczasz swojemu mężowi kartkę z życzeniami, bo przecież jutro jest też jego dzień (ślub przyjaciółki i urodziny męża w jednym <3).

Twoja mama dzwoni kilka razy, bo z Panną Młodą przyjaźnicie się od lat, więc  też przeżywa jej ślub. Nawet krzyknie Ci do telefonu: „Pamiętaj,  żeby Karolina się wyspała!”.

Wieczór upływa wam, na wspólnym pieczeniu muffinek, ciastek i innych słodkości. No dobra, ty głównie zajmujesz się kulaniem kokosowych kuleczek w wiórkach, a większość roboty odwala Panna Młoda. W końcu stwierdza, że tego kremu na muffinki, to już chyba jednak nie zrobicie. Patrzysz na zegarek, widzisz 23.30 i myślisz, że no w końcu koniec! Może jednak choć trochę się wyśpi. ;) Wtedy ona dodaje: Zrobimy go jutro! Szalona Panna Młoda, prawda? :D I chyba już właśnie w tym momencie zaczyna się rola świadkowej, więc głośno krzyczysz: O nie! Albo robimy go teraz, albo nie robimy go w ogóle! No i już po chwili miksujesz ten krem. :P

Gdzieś wcześniej, ona też powie, że w poniedziałek mają sesję i będzie miała na niej wianek we włosach. Potem jednak dochodzi to wniosku, że wcale nie wie, kiedy i gdzie go załatwi. A ty przecież wiesz, kto robi najpiękniejsze wianki, więc piszesz wiadomość: „Jest sprawa! Potrzebny jest wianek na sesję na poniedziałek. Dasz radę, czy już za późno?”. I twoja ślubna florystka daje radę. :)

Potem ty i twoja przyjaciółka śpicie w jednym łóżku, a Ty łapiesz się na tym, że nie ma Ci kto ogrzać zimnych stóp (mąż się jednak do czegoś przydaje :D). O 6.45 ona już wyskakuje z łóżka. To dziś! Bierze prysznic, a potem gdy ty jesteś w łazience, ona zastawia cały stół jedzeniem. Co tam ślub! Śniadanie trzeba zjeść. Pewnie nawet ten krem, byłaby w stanie dziś zrobić. ;)

Za oknem świeci słońce, specjalnie na ten dzień. Ciężko było w to uwierzyć, gdy jeszcze dwa dni wcześniej, mieliśmy jesień w najgorszym wydaniu. Ona tego dnia usłyszy jeszcze milion razy, że sobie na tę pogodę zasłużyła. Ty zażartujesz, że nie wiesz czym, choć przecież wiesz, że nie mogło być inaczej. Tego dnia musiało świecić słońce. :)

Jeszcze rano będziesz ją uczyć kręcić instastory, w końcu kiedy, jak kiedy, ale w taki dzień warto coś nagrać. ;)

Potem przyjedzie fryzjerka i machina ruszy. Ona umawiając się na fryzurę na sesję, prawie wyślę smsa o treści „Fryzura na seks”. :P W międzyczasie dotrą też kwiaty, tak piękne, że pierwszy raz zaczniesz się zastanawiać, czy to ty miałaś najpiękniejsze. Zachwycisz się tego dnia jeszcze nie raz.

Potem ona w pełnym makijażu, ślubnej fryzurze i kwiatach we włosach, pojedzie razem z tobą szykować słodki stół. Wcześniej mnóstwo bliskich jej osób zaangażuje się w pieczenie słodyczy. Zrobią to dla niej, bo zasłużyła sobie nie tylko na pogodę.

Potem ona nie będzie chciała wyjść ze swojej sali weselnej. Milion razy będzie przekładać makaroniki, bo wciąż nie wie, jak prezentują się najlepiej. Będzie robić zdjęcia i nie słuchać ciebie, gdy powiesz, że przecież będzie fotograf. Ona sama musi wszystkiego przypilnować, w końcu to jej dzień. Zrobicie sobie też ostatnie panieńskie selfie.
Gdy już w końcu pojedziecie do jej domu rodzinnego, ona wciąż będzie miała mnóstwo czasu. Wypijecie kolejną kawę i poślecie snapa z przedślubnym posiłkiem (jogurty jogobella :P). Ona będzie spokojna, albo tak bardzo będzie tłumić to w środku.

W końcu pomożesz jej założyć białą suknię, choć w zasadzie ona pomocy nie potrzebuje. Kolejny raz się zachwycisz, przecież ją pamiętasz ze szkolnej ławki, a dziś taka piękna z niej kobieta.

Ona jeszcze przypilnuje by mama założyła odpowiednie buty i biżuterie. Będzie się też często uśmiechać.

Przyjedzie fotograf i zacznie się wyczekiwanie narzeczonego. Będziecie kombinować, by odpowiednio zorganizować first look. Sprawdzicie nawet, w którym miejscu ogrodu wyjdą najlepsze zdjęcia. Gdy on już w końcu przyjedzie, a ty tylko z werandy będziesz patrzeć jak ona do niego idzie, to polecą Ci pierwsze tego dnia łzy. Przecież od początku wiedziałaś, że się wzruszysz.

W tym momencie czas już naprawdę przyśpieszy. Zaraz będziecie w kościele, a ksiądz w zakrystii spyta się ciebie, dlaczego tak bardzo trzęsą ci się ręcę. A ty znów będziesz tłumaczyć, że tak po prostu masz. Że swój własny ślub przeżyłaś względnie spokojnie, ale gdy patrzysz na swoich bliskich, to nie potrafisz się nie wzruszać i nie denerwować.

Będzie piękna ceremonia, choć nawet ksiądz powie, że maj to przecież miesiąc komunijny i że kiedyś ślubów się w maju nie brało. :P Uśmiechniesz się, bo za kilka dni twoja pierwsza rocznica ślubu. Ahh, ten maj. 

Po kościele emocje z ciebie zejdą. Pomożesz z prezentami, trochę pobiegasz na początku wesela, a potem już będziesz tylko się bawić. Zaśmiejesz się widząc na winietce gimnazjalne przezwisko. Kiedy to było? W którymś momencie też, chwycisz swojego męża za rękę i przypomnisz sobie was, tak całkiem niedawno. Będziesz z nim tańczyć i wspólnie się cieszyć. Przyjedzie też fotobudka, dokładnie ta sama co była u was i zobaczysz, że Pan doskonale was pamięta. Znów się uśmiechniesz.

Gdzieś o 2 w nocy już bardzo będzie ci się chciało spać, pomyślisz sobie, że już nie dla ciebie takie imprezy. Ale będziesz dzielnie walczyć, przecież to wesele nie może się zakończyć bez ciebie. Spokojnie, kryzys minie i jeszcze nad ranem będziesz pomagać sprzątać. ;)

Nazajutrz zjecie razem śniadanie, wymienicie się pierwszymi wspomnieniami i zapakujecie się z prezentami do trzech samochodów. Widząc swój bagażnik pełen skrzynek z winami, znów przypomnisz sobie ten dzień sprzed roku.

Koło południa się pożegnacie, już wiedząc, że będziecie wspominać ten weekend nieraz.





Karolina wyszła za mąż, za świetnego faceta. Darzą siebie wielką miłością i ten dzień oraz ten ślub, był przede wszystkim jej świętem. Świętem miłości, najpiękniejszej, bo ich własnej.


wtorek, 9 maja 2017

Maju, dobrze Cię znów widzieć

Zaraz już będzie połowa maja, więc najwyższa pora się z nim tutaj przywitać. Wciąż pamiętam z jaką radością witałam go w zeszłym roku. Jak odliczałam i wyczekiwałam. Jak ogromnie cieszyłam się na nasz ślub. Co prawda w tym roku, ciężko o maj na zewnątrz (gdzie ta wiosna?!), ale na pewno jest on w sercu.

Dużo się ostatnio działo, stąd mniej mnie tutaj. Ale już nadrabiam. :) Spędziliśmy przecudowną majówkę u mojej siostry i jej rodziny. Dla moich siostrzenic straciłam głowę już dawno i tracę ją za każdym razem na nowo. ;)  Niestety mieszkamy od siebie bardzo daleko i te spotkania przez to, że rzadsze – cieszą jeszcze mocniej. Młodsza choć dopiero niedawno nauczyła się chodzić, już biega po całym mieszkaniu z torebką na ramieniu i telefonem w ręce krzycząc „Da, da, da! Da?”. Czasem jej się nawet uda do kogoś dodzwonić. :P A starsza? Starsza tym razem, jak nigdy wcześniej, upodobała sobie wujka. Wujek robił za zjeżdżalnie, za ramiona do noszenia i za ręce do wywracania do góry nogami. Wrócił z zakwasami. I po co komu siłownia? :P

Zeszły weekend spędziliśmy na komunii, a następny? Następny jest wyczekiwany już od bardzo dawna. Ślub Karoliny i Szymona! I tak, wiem że pisałam o tym już wielokrotnie, ale ja wciąż nie mogę pojąć tego, że dopiero co razem chodziłyśmy do szkoły, a teraz bawimy się na swoich weselach. Kiedy to wszystko się stało?

Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak Karolina napisała mi późno wieczorem smsa, że mam zejść na dół, bo zaraz będzie. Wystraszyłam się! Nigdy nie przyjeżdżała znienacka, tym bardziej o późnej porze, więc byłam pewna, że coś się musiało stać. No i stało się! Karolina pokazała mi swój pierścionek zaręczynowy i wspólnie krzyczałyśmy na cały głos w samochodzie (jak jakieś wariatki, serio :P). A że potem musiałyśmy zaczepiać jakiś chłopaków, żeby nam popchali samochód, to już może pominę. :P W końcu kto by się przejmował staniem przez godzinę z zapalonymi światłami w samochodzie, skoro dzieją się takie rzeczy! :D

W ten piątek, poza tym pięknym ślubem, są też 27 urodziny mojego męża. Okazji do świętowania, co niemiara. :)

No, a skoro maj to nie mogę nie wspomnieć o najważniejszym. W przyszłym tygodniu nasza pierwsza rocznica ślubu! Naprawdę?! I znów, do znudzenia: „Kiedy to się stało?”.

Kiedy ten czas minął? Dopiero co siedząc w pracy wyobrażałam sobie Nas przed ołtarzem, dopiero co odbierałam moją suknię ślubną, dopiero co wybieraliśmy obrączki, szykowaliśmy podziękowania dla gości, rozdawaliśmy zaproszenia i nie mogliśmy uwierzyć, że to już zaraz. Minął rok, a ja chyba wciąż nie uwierzyłam. :P

Z jednej strony, ten rok minął w mgnieniu oka, a z drugiej, to przecież tak wiele się zmieniło. Rok temu nawet nie znaliśmy miejsca, w którym teraz mieszkamy. Miejsca, które stało się naszym domem i które pochłonęło nasze głowy bez reszty. Zmieniłam też pracę, choć wtedy zupełnie sobie tego nie wyobrażałam. U Kuby też zawodowo zadziało się sporo. Mnóstwo rzeczy się zmieniło. Zmieniły się też niektóre plany i marzenia, a inne zostały już spełnione.

Poza tym wszystkim, my też się wciąż zmieniamy i uczucia między nami również. Ale jedno się nie zmienia – mój mąż wciąż jest największą miłością mojego życia. :) Jest najlepszym mężczyzną na świecie. A moim największym marzeniem, jest to, by tej miłości jaką siebie obdarzamy, nigdy Nam nie zabrakło. By wystarczyło jej na całe życie.

Chyba już zawsze będę witać maj z wielkim sentymentem. Przywołuje w końcu piękne wspomnienia. I sprawia mi osobistą radość, że dla mojej przyjaciółki, on również stanie się taki ważny. :) (W tym miejscu przypomina mi się Kuba, który gdy zauważył u Karoliny i Szymona w kalendarzu wiszącym na ścianie napis "Nasz maj", powiedział do mnie: "Patrz, ukradli nam! :P")


Czego tylko brakuje? Wiosny! Ale jestem przekonana, że w piątek zaświeci słońce. Przecież nie może być inaczej w takim dniu. :)