piątek, 10 czerwca 2016

Jak zorganizować ślub i nie zwariować



Ok, więc były romantyczne (może długo wyczekiwane) zaręczyny, wielka radość i wzruszenie, ale teraz emocje opadły i rozpoczyna się… planowanie tego dnia. A Ty zupełnie nie wiesz jak się za to zabrać. Bez obaw, ja też nie wiedziałam. ;) Nigdy wcześniej nawet nie brałam udziału w organizacji jakiegokolwiek ślubu i wesela. Żadna z moich bliskich koleżanek też nie była jeszcze po ślubie, a w całym życiu byłam raptem na trzech weselach. Ten temat był mi zupełnie obcy.

Od zawsze wiedzieliśmy, że chcemy zorganizować ten nasz dzień sami, od początku do końca. I przyznaje, czułam się nieco zagubiona i troszkę też tą organizacją przestraszona. Nie miałam nawet pojęcia od czego tak naprawdę powinniśmy zacząć. Ale tutaj z pomocą przyszedł Internet. To właśnie wszelkie ślubne blogi/strony/grupy pomogły mi bardzo szybko się w tym obcym temacie odnaleźć. Już chwilę po zaręczynach dołączyłam do ślubnego forum i to chyba tam, tak bardzo wsiąkłam w ślubny świat. Wszystkim przyszłym pannom młodym z całego serca polecam przyłączenie się do jakiejkolwiek ślubnej grupy lub forum, bo jest to skarbnica wiedzy i nieraz też dużo wsparcie. Gdy w jednym miejscu znajdzie się tyle panien młodych to pomysłom nie ma końca. ;)

Gdy już wiedziałam „z czym to się je” wzięliśmy się za faktyczne planowanie. Tutaj też wyszła moja zadaniowa natura. Nie zliczę ile przez ten czas stworzyłam list rzeczy do zrobienia/kupienia/sprawdzenia. Myślę, że napiszę osobny post z takim przykładowym harmonogramem gdzie punkt po punkcie będą umieszczone kolejne etapy przygotowań (choć jest ich już w Internecie pełno). Ja choć korzystałam z kilku takich harmonogramów to jakoś żadnego z nich sztywno się nie trzymałam. Załatwialiśmy wszystko kierując się nam odpowiadającym tempem.

Najważniejszym, co powinniście zrobić na początku, jest ustalenie spójnego motywu/wizji tego dnia. Możecie to wiedzieć i czuć od razu, a może wam to zająć też trochę więcej czasu. To jak będzie wyglądać wasze wesele musi być zgodne z waszym poczuciem estetyki i z tym co wam „w duszy gra”. Ja od samych zaręczyn (albo pewnie i jeszcze wcześniej) wiedziałam, że na pewno nie założę wielkiej białej sukni, że nie będę miała welonu (choć próbowano mnie namówić ;)), że nie wyprawię swojego wesela w ogromnej, pałacowej sali ani nie wypuszczę białych gołębi. ;) I na szczęście mieliśmy z moim mężem takie same odczucia. A to też jest szalenie ważne by wasze wyobrażenie tego dnia było podobne. Gdy już ustalicie konwencje i będziecie się jej trzymać to dalsze planowanie też stanie się prostsze, bo pewne rzeczy staną się oczywiste. Nie postawicie przecież np. wysokich kryształowych wazonów w drewnianej sali. Choć czasem takie nieoczywiste połączenia mogą być ciekawe. :P

Na koniec chciałabym też napisać o tym żebyście przy planowaniu tego dnia kierowali się przede wszystkim waszą jego wizją. I tylko waszą. Nie powinno być istotne to jak ten ślub chcieliby widzieć rodzice/ciocie/znajomi czy ktokolwiek inny. Często widzę (i w swoim otoczeniu i w Internecie) ile nerwów i niepotrzebnych kłótni potrafi dostarczyć chęć dogodzenia wszystkim wokół. A nigdy wszystkim nie dogodzicie i zawsze znajdzie się ktoś kto zrobiłby to inaczej/lepiej (według niego) niż wy. Często swoje trzy grosze chcą dorzucić bliskie nam osoby, które pragną dla nas jak najlepiej. To jest jasne przecież, że np. rodzice nie chcą dla nas źle. Ale oni po prostu mogą mieć inne wyobrażenie tego dnia. A nie zapominajcie, że to jest WASZ ślub. My od początku za dużo nie mówiliśmy o tym co aktualnie załatwiamy. Raczej informowaliśmy naszych bliskich o sprawach już dokonanych. ;) Zupełnie sami wybraliśmy restaurację/fotografów/dja/dekoracje,  a suknię ślubną pokazałam mojej mamie tylko jedną – tę wybraną. Dużo trudniej jest coś skrytykować lub próbować doradzić inaczej gdy ta rzecz już jest załatwiona, a umowa podpisana. ;)

Okres przygotowań nie jest łatwy i sprzyja kłótniom oraz nerwom. Ale o ile nie pozwolicie wejść innym wam na głowę to jest szansa, że pójdzie to u was spokojnie. Nasi rodzice nic nam na szczęście nie próbowali narzucać, a ja tylko kilka razy na sugestie mojej mamy odpowiadałam krótko: „To jest nasz ślub.”. I tego się trzymaliśmy.

PS. Chętnie posłucham o czym chcielibyście na tym blogu poczytać. Sama pomysłów mam pełno, ale może o czymś istotnym nie pomyślałam. ;)

IntimateWeddings

wtorek, 7 czerwca 2016

"Wywiad" ze mną ;)

Od Niepoprawnej Panny Młodej i moich wpisów na jej blogu wszystko się zaczęło. Ta historia powoli dobiega końca, nowa mam nadzieję powstanie w tym miejscu. Dziś, zapraszam was więc jeszcze tutaj
na mój już chyba przedostatni wpis na jej blogu. Wpis, który jest swoistą rozmową, bo jakoś za poważnie nazywać go wywiadem. ;) Mówię o naszym ślubie, weselu i różnych kwestiach organizacyjnych z tym związanych. Jeżeli jesteście przed lub w trakcie planowania tego dnia, to tym bardziej polecam przeczytać.

Mam w planach jeszcze oczywiście tutaj wpis o naszym ślubie, ale póki co zapraszam do Niepoprawnej by dowiedzieć się o nim czegoś więcej. :)

Bajkowe Śluby

niedziela, 5 czerwca 2016

Dlaczego blog i dlaczego ślubny?



Może na początek warto odpowiedzieć na pytanie: Jak to się stało, że się tu znalazłam? Swój ślub mam już za sobą - od dwóch tygodni jestem szczęśliwą mężatką. Jednak organizacja tego dnia trwała u nas bardzo długo, bo ponad dwa lata. Przez ten czas zdążyłam się trochę niespodziewanie zorientować, że ślubny temat bardzo mnie kręci. Organizowaliśmy nasz wielki dzień zupełnie sami, bez pomocy konsultantów czy nawet po prostu rodziców i bliskich. Wymagało to sporej ilości czasu, dobrej organizacji i solidnego wgłębienia się we wszelkie ślubne drobiazgi. I tym sposobem ja, która początkowo nawet nie do końca chciałam robić wesele, przepadłam i wsiąknęłam w całą organizację po uszy.  Co więcej cały ten okres przygotowań sprawił mi naprawdę niesamowitą frajdę. 

Jakieś pół roku przed ślubem stała się jeszcze jedna niespodziewana rzecz. Na facebookowej tablicy wpadł mi w oko post Niepoprawnej Panny Młodej (część z was na pewno kojarzy! ;)), która szukała dziewczyny, która chciałby gościnnie na jej blogu opisywać swoje ślubne przygotowania. Niewiele myśląc, otworzyłam swojego maila i w przeciągu 15 minut wysłałam wiadomość, krótko opisując siebie i  swój wymarzony dzień. Ja się nawet nie zastanowiłam czy rzeczywiście chciałabym o tym ślubie pisać! Do głowy mi wtedy nie przyszło, że coś rzeczywiście z tego wyniknie.  Nawet narzeczonemu nic o tym nie powiedziałam. Jakie było moje zdziwienie gdy po dłuższym czasie dostałam zwrotnego maila z pozytywną odpowiedzią. Wtedy przyszedł czas by powiedzieć mojemu Panu Młodemu o zaistniałej sytuacji. ;) Powiedziałam tylko jemu oraz mojej przyjaciółce, a po kilku dniach pojawił się już mój pierwszy post. Postów w sumie pojawiło się przez ten czas kilka (tutaj możecie je wszystkie przeczytać) i ktoś z was może mnie z bloga Niepoprawnej właśnie kojarzyć. Były posty, było milion wymienionych między nami ślubnych maili i duże takie emocjonalne wsparcie w tym wszystkim. Za co jestem bardzo wdzięczna (Milena, oczywiście że zostajesz matką chrzestną tego bloga ;))! I tak oto przez te parę miesięcy zdążyłam się zorientować, że nie dość, że sprawia mi ogromną radość organizacja tego dnia, ale również czerpie przyjemność z pisania o tym. 

Od naszego ślubu minęły już dwa tygodnie, a mi przez cały ten czas gdzieś z tyłu głowy chodziła myśl by jakoś ten temat kontynuować. Do dnia ślubu dosyć mocno się ukrywałam z tym, że piszę o naszych przygotowaniach. Po ślubie za to mój mąż zaczął mnie przed naszymi przyjaciółmi chwalić i o tym opowiadać. I choć sama nie mówiłam głośno, że chciałabym tworzyć coś własnego, to i tak pojawiły się głosy ze strony naszych przyjaciół namawiające mnie do tego. Przekonywali mnie by zrobić coś jeszcze większego, ale na to w tym momencie chyba jednak brak mi odwagi (choć kto wie, co przyniesie przyszłość ;)). I to w dużej części dzięki ich namowom ten blog właśnie powstaje. Ja czułam, że tego chcę już dłuższy czas, ale chyba potrzebowałam motywacyjnego kopa i głośno powiedzianego: Dasz radę! Mam taki charakter, że jeżeli już się na coś decyduje i w coś angażuje to na całego. Stąd też moje początkowe wahania czy w ogóle zaczynać. Wiem po prostu, że jak już zacznę to nie odpuszczę. ;) I że poświęcę temu miejscu wiele czasu i serca.

A dlaczego „Nasze ślubne opowieści”? Bo mój mąż również wyraża chęć dorzucenia swoich trzech groszy do tego miejsca. Być może będzie więc okazja do poznania trochę  męskiego, ślubnego punktu widzenia. :) 

Poniżej Nasze Love Story w całości wykonane przez mojego męża. :) Było ozdobą na naszym weselu, a teraz wisi na ścianie w mieszkaniu i dba o to byśmy nie zapomnieli o żadnej rocznicy. :P
Zostańcie z nami na dłużej i poznajcie naszą (ślubną) historię. :)