sobota, 12 listopada 2016

Na sześć miesięcy przed ślubem – chyba czuję, że to o nas [Karolina]



Jesień,  za chwilę zima, przemoczone buty, zmarznięte dłonie, zajadanie czekolady, marudzenie i leżenie pod kocem. Właśnie z tymi mało przyjemnymi rzeczami zazwyczaj kojarzył mi się nadchodzący okres. „Byle do wiosny!” mówiłam już w październiku i pomyślcie sami ile czasu zrzędziłam :P W tym roku mam zamiar wykorzystać ten czas na 100% !:)

To idealna pora na przygotowania do ślubu: robienie dekoracji, szukanie inspiracji, planowanie i odhaczanie kolejnych rzeczy z listy (na razie wirtualnej – ale chyba powinnam przelać ją na papier i oczyścić trochę głowę :P). Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia, a to wszystko cieszy mnie jeszcze bardziej! A mianowicie fakt, że na przełomie roku zamieszkamy z moim przyszłym mężem razem i będziemy mogli te wszystkie cudowności robić i przeżywać już na ‘swoim’ :)

Pół roku do ślubu… :) Uśmiechamy się do siebie mówiąc „kurczę ale będzie fajnie” :) Tyle fajnych ludzi w jednym miejscu, i fakt, że będą tam specjalnie dla nas… Gdzieś w autobusie w drodze do pracy zdarza mi się błądzić myślami i wyobrażać sobie ten dzień i wiecie co? Chyba nie mogę się już doczekać! Kto wie może trema przyjdzie później, ale póki co cały czas jest ‘całkiem spokojnie’ :) Jednak do czegoś muszę Wam się przyznać :P Pierwszy koszmar ślubny (hmm… w sumie to drugi bo już kilka lat temu przyśniło mi się, że Szymon poszedł do ślubu w gumiakach :D) mam już za sobą! Sen o tym, że ślub jest jutro a ja jestem w miejscu, w którym jestem teraz (czyli chociażby bez sukienki) wydawał mi się tak rzeczywisty, że ciężko mi było się z niego obudzić!
Co do sukni ślubnej, przeżyłam ostatnio miłość od pierwszego wejrzenia! I chociaż to zapewne nie będzie suknia na którą się zdecyduje (dziewczyna, która ją sprzedaje jest mega drobniutka i niestety podejrzewam, że się w nią nie zmieszczę :( :P) to zaczęłam oglądać suknie jak szalona :P Pod koniec listopada umówiłam się z moimi przyjaciółkami na pierwsze przymiarki. I wiecie co? Mam zamiar przymierzyć każdy typ sukienki, a najbardziej czaję się na ogromną, połyskującą, księżniczkową bezę :D Spokojnie… To nie dlatego, że o takiej marzę, nic z tych rzeczy :P Po prostu mogę i chcę mieć z tego dnia frajdę :) Zakładam, że raz w życiu będzie ku temu okazja. Wyczekujcie kolejnego postu - na pewno opowiem jak nam poszło.

Byliśmy ostatnio u księdza i już oficjalnie jesteśmy wpisani do jego kalendarza. Jedna rzecz nas tylko zmartwiła, z racji na to, że sala znajduje się bardzo blisko kościoła chcieliśmy aby ślub odbył się o godzinie 16:00 – ta pora wydawała nam się najbardziej optymalna,  natomiast ksiądz upiera się na godzinę 15:00. Może kompromisem uda nam się ustalić 15:30, ale tego dowiemy się dopiero w przyszłym miesiącu.

Od razu po tej informacji ruszamy z zaproszeniami! Co prawda nie mamy jeszcze nic konkretnego na oku ale myślę, ze niedługo to się zmieni. Za to mamy Florystkę! I to jaką fajną Florystkę! :) Agata jest znajomą Szymona (chociaż lata temu też miałyśmy okazję się poznać) i robi przepiękne rzeczy!  Możecie zerknąć na fb – WONNY, tak właśnie nazywa się jej kwiaciarnia :) Po krótkiej rozmowie z Agatą od razu wiedziałam, że połączy nas nić porozumienia. Sielskie klimaty - jak ja to mówię ;P są bliskie Agacie i jestem pewna, że to będzie owocna współpraca. Agata zajmie się florystyką sali, moim bukietem, butonierką dla Szymka oraz wiankiem – o ile się na niego zdecyduję. Co do dekoracji sali dodatkowymi elementami bierzemy to na siebie (mam już tyle pomysłów, że aż nie wiem na co się zdecydować ;P) Mam nieskromny plan uczynić naszą sale najpiękniejszą jaką kiedykolwiek była ;)

Niby jest normalnie, dni płyną nam równie szybko, temat ślubu oczywiście przewija się dość często, ale nie na tyle żeby się nim ‘zamęczać:)’ a jednak jakoś tak więcej się chcę ;) Ja wróciłam do regularnej aktywności fizycznej, staram się lepiej jeść, nie wcinać tyle słodyczy co zazwyczaj. Pełna mobilizacja aby 2 tygodnie przed ślubem nie obudzić się z myślą, że przydałoby się zrzucić 5 kg :P

Na koniec muszę wspomnieć o naszych babciach, bardzo kochanych babciach :) Moja gdy tylko usłyszała, że w formie podziękowań dla gości chcemy zrobić małe słoiczki z miodem, od razu pojechała i go zamówiła. Ja wypatrzyłam już słoiczki na allegro więc od razu po przeprowadzce do naszego gniazdka będziemy działać w tym temacie. Babcia Szymona zaoferowała nam złoto do przetopienia na obrączki, oczywiście bardzo się ucieszyliśmy! Wiele osób z naszej rodziny, czy też przyjaciół  korzystała z tego rozwiązania i zawsze uważaliśmy to za świetny pomysł. Rozczuliłam się totalnie gdy po wizycie u babci Szymon opowiedział mi, że babcia oddała Nam swoją obrączkę ślubną, ściągnęła ją z palca i mu przekazała… Ja się nawet cieszę, że mnie przy tym nie było bo chyba bym się rozbeczała. Piękny gest :)

A dziś… na pół roku przed ślubem spotykamy się z naszymi rodzicami. Idziemy na obiad do miejsca, gdzie odbędzie się wesele, będzie okazja żeby spróbować kilku potraw, no i oczywiście rodzice będą mieli okazję aby w końcu się poznać :) Niby normalna rzecz, ale nie uwierzę, że jest tu ktoś kogo choć malutka trema przed tym spotkaniem nie dopadła :P Tak więc trzymajcie kciuki! 

indiaearl

poniedziałek, 7 listopada 2016

Zespół czy dj - oto jest pytanie [Męskim Okiem]



Jak się okazuje nie tylko wybór sali, czy sukni ślubnej, potrafi spędzić sen z powiek przyszłym nowożeńcom. Wybór zespół – DJ jest  niejednokrotnie równie trudny. Nie inaczej było w naszym przypadku. Ja zdecydowanie stawiałem na zespół, a Dagmara oponowała za Dj-em. Najgorsze jest to, że każdy miał swoje argumenty i ciężko było dojść do jednej wersji. Koniec końców wybraliśmy DJ-a i ani trochę nie żałujemy. Nie znaczy to jednak, że zespół jest zły – wręcz przeciwnie.
 
Za zespołem przemawia głównie niepowtarzalny klimat muzyki na żywo i trudno się z tym nie zgodzić. Jest oczywiście małe „ale”. Takiego klimatu nie stworzy na pewno pan Marian i pan Zbyszek grający na keyboardach. Zwłaszcza kiedy puszczają podkłady z „dyskietki”, a ich śpiew idealnie wpasowuje się w dożynkowe imprezy. Nie żebym coś miał do dożynek, w końcu wyprowadzamy się na wieś. :P W tym miejscu pojawia się pewien problem. Zespół „Gorące usta Mariana” zagra za stosunkowo nieduże pieniądze, co bardzo ucieszy Wasz portfel, ale ich usługi raczej nigdy Was nie zadowolą. Dobry zespół, czyli taki, w którym występują prawdziwi muzycy, a o wokalistach można śmiało powiedzieć, że mają talent, to niestety zespół ceniący swoje usługi. Tu w zależności od rejonu Polski będzie to od kilku do nawet kilkunastu tysięcy za ten jeden wieczór. Są też oczywiście perełki za kilkadziesiąt tysięcy. I nie ma w tym niczego nieodpowiedniego jeśli tylko Was na to stać. 

Nawiązując do poprzedniego postu, gdzieś prawie każdy próbuje szukać oszczędności. Tu niestety wygrała wersja Dagi, ponieważ DJ kosztuje zdecydowanie mniej, chociażby dlatego, że opłacić trzeba z reguły jedną lub dwie osoby, a nie tak, jak w przypadku zespołu kilka osób więcej.

Przy wyborze zespołu warto zwrócić również uwagę na ich repertuar. Choć bardzo lubię polskie piosenki, to uważam, że na weselu przydałoby się kilka światowych hitów. I tutaj widać kolejną różnicę pomiędzy słabym, a dobrym zespołem. Przesłuchajcie kilka utworów wybranego zespołu w innych językach. Nie trzeba być poliglotą, żeby usłyszeć kiedy ktoś strasznie kaleczy angielski, czy włoski. I nawet, kiedy ktoś świetnie śpiewa po polsku, nie znaczy to, że w innych językach radzi sobie równie dobrze. Niby nie jest to wielki problem, ale jednak robi różnicę i miło będzie Wam słyszeć pochwały wujka, czy ciotki, że wokalistka śpiewa, jak prawdziwa Whitney Houston.:)

Fajnie kiedy zespół posiada też różnorodne instrumenty. Wspomniane już dwa keyboardy odchodzą na szczęście do lamusa i coraz częściej spotkać można gitarę elektryczną, perkusję, czy saksofon. Nie znaczy to oczywiście, że im więcej, tym lepiej. Jednak kilka ciekawych instrumentów poprawi jakość utworów, a co za tym idzie, również Wasi goście będą się lepiej bawić. 

Przy wyborze zespołu ludzie kierują się także tym, że nigdy nie byli na weselu z DJ-em. Miałem dokładnie tak samo. W mojej rodzinie nigdy nie było wesela z muzyką „z komputera”. Tak więc, również rodzice byli nieco sceptyczni. Po imprezie stwierdzili jednak, że DJ zagrał super i nie spodziewali się, że tak to wygląda. Najlepszą recenzją chyba jest to, że moja siostra, która bierze ślub w przyszłym roku, również podpisała umowę z tym samym DJ-em. Mowa tu o DJ Mateusz Dworczak, którego możemy z całego serca polecić. Na pewno, gdybyśmy organizowali drugi raz wesele, to wybralibyśmy tego samego DJ-a. :)

No i właśnie – dlaczego wybór Dj-a jest dobry? Jak już pisałem, na pewno na plus przemawia cena. Jak zaczęliśmy porównywać honoraria zespołów i DJ-ów, którzy nas interesowali, bilans stał się oczywisty. Nie mieliśmy niestety budżetu bez ograniczeń, więc takie rzeczy były dla nas ważne. Nie oznacza to jednak, że należy brać DJ-a tylko dlatego, że jest tańszy. DJ DJ-owi nierówny. Tylko jak rozpoznać tego dobrego, kiedy z żadnym nie miało się styczności? Z tym jest na pewno trochę kłopotu, ale są rzeczy, które mogą pomóc w wyborze. Nam bardzo pomogli fotografowie, polecając kilku, z którymi mieli okazję współpracować. Tak więc pytajcie swoich usługodawców o pomoc, w końcu oni mają większe doświadczenie w imprezach pod tytułem „wesele” niż Wy i niejednokrotnie ich opinia zaoszczędzi Wam czasu i stresów. 

Na co jeszcze zwrócić uwagę? Na pewno nie na muzykę. ;P DJ zagra wszystko, co chcecie i na pewno nie będzie fałszował, także o to się nie martwcie. Macie dwa wyjścia: stworzyć własną listę utworów na wesele lub zaufać profesjonaliście. My wybraliśmy to drugie i byliśmy bardzo zadowoleni. Osobiście też uważam, że to jest najlepsza opcja. Nie warto narzucać DJ-owi konkretnej playlisty, bo to On najlepiej wie, jak rozkręcić imprezę i na pewno idealnie dopasuje muzykę pod Waszych gości. No to jeśli nie muzyka to co? Myślę, że istotna jest prezencja danego DJ-a. Dużo lepsze wrażenie zrobi ktoś w garniturze z muchą czy krawatem, niż osoba w koszulce z napisem „DJ Marian” (nie wiem, co się tak uczepiłem tych Marianów ;p). Kto wie, może i Waszego DJ-a pomylą z panem młodym, tak jak u nas. ;p Ale nie tylko wygląd DJ-a jest ważny. Także jego otoczenie, które będzie widoczne jako pierwsze. Na nas bardzo dobre wrażenie zrobiły dekoracje stanowiska naszego DJ-a. Białe elementy na pewno lepiej wpływają na odbiór, a też nie kłują w oczy. 

Na rynku jest coraz większa konkurencja, więc usługodawcy próbują coraz to nowych „dodatków”, żeby zachęcić do wynajęcia właśnie ich. Dobrze to wykorzystać, bo czasami za nieduże pieniądze, można osiągnąć fajny efekt. Nasz DJ na przykład rozpoczął współpracę z saksofonistą, co wydaje mi się fajnym pomysłem, gdyż daje namiastkę muzyki na żywo. Poza tym, zawsze lubiłem saksofon. ;P W grę wchodzą także inne efekty, takie jak dym, bańki mydlane itd. Kto co lubi. :) My nie skorzystaliśmy na naszym weselu z tych opcji, ale pierwszy taniec w dymie może wyglądać naprawdę efektownie.

Naszym zdaniem DJ-a wyróżnia jeszcze jedna kwestia. Jako, że ma trochę więcej czasu, z racji tego, że nie musi cały czas grać na instrumencie, czy śpiewać ,może bardziej oddać się prowadzeniu imprezy. Rzadko który zespół ma osobnego wodzireja (nigdy nie podobało mi się to określenie), za to DJ może bez problemu pełnić jego rolę i jak zauważyliśmy, poprawia to trochę całą organizację na weselu. 

A teraz rzecz, która dotyczy obu, zespołu i DJ-a. To często oni są odpowiedzialni za światło na Waszym weselu. Na początku nie braliśmy tego pod uwagę, ale teraz widzimy, jak ważnym elementem na imprezie jest właśnie światło. I nie chodzi tu o to, czy lepiej tańczy się w czerwonym świetle, czy zielonych laserach. Chodzi tu przede wszystkim o to, co Wam zostanie na długo po ślubie, czyli zdjęcia i filmy. Każdy fotograf i kamerzysta będzie Wam wdzięczny, jeśli wynajmiecie kogoś kto odpowiednio będzie umiał oświetlić Waszą salę i Was samych. Tu znowu przydaje się opinia Waszych fotografów i kamerzystów, a uwierzcie, że mieli okazję współpracować z niejednym zespołem i DJ-em i wiedzą, który zna się na rzeczy, a który nie.

Na koniec tylko jedna mała uwaga skąd raczej nie brać oprawy muzycznej. Takim miejscem są targi ślubne (nie te niszowe z wieloma ślubnymi artystami, ale te duże, coroczne, mające do zaproponowania głównie tłum odwiedzających ;)). Odwiedziliśmy je kilkukrotnie i tak, jak w niektórych przypadkach mogą być pomocne, tak akurat w tym nie sprawdzają się prawie wcale. Nie chcę generalizować, ale niestety 95% wystawców (muzyków) prezentuje bardzo niski poziom. Ci dobrzy usługodawcy we większości nie chodzą na takie imprezy, gdyż po prostu nie muszą, bo najlepszą reklamą są polecenia, także tych poleceń szukajcie. 

Także co lepsze – zespół czy DJ? Nie wiem, moim zdaniem oba są świetnymi rozwiązaniami przy odpowiedniej selekcji. :) Poniżej macie tych, których możemy z czystym sercem polecić, ponieważ „testowaliśmy” ich w tym roku i przy wszystkich się świetnie bawiliśmy.

www.djdamko.pl (Jego osobiście sprawdzimy dopiero w przyszłym roku, ale jest już sprawdzony przez przyjaciół ;))

Bajkowe Śluby

piątek, 4 listopada 2016

Czy warto oszczędzać na ślubnych zdjęciach?



Ślub i wesele to, nie ukrywajmy, całe mnóstwo wydanych pieniędzy. Koszty przeważnie są większe niż na początku zakładaliśmy, a my zachodzimy w głowę, skąd ta suma się wzięła. Nic dziwnego, że chyba każda Para Młoda szuka sposobów na oszczędności. Te wszystkie wydatki spędzają nam sen z powiek, a my wciąż zastanawiamy się na co można by wydać nieco mniej.

I bardzo dobrze, że się zastanawiamy, bo warto planować wesele z głową. Nie porywać się na coś, na co nas nie stać. Nie dać sobie wmówić, że nasze wesele będzie gorsze, jeśli nie zagra na nim najdroższy w mieście zespół oraz nie odbędzie się pokaz barmański. I dla mnie osobiście, nie brać kredytów na ślub. Choć z drugiej strony… jeśli ktoś naprawdę marzy o hucznym weselu (mimo braku środków) i ma mu dać to szczęście to nic mi do tego.
Oszczędzajmy więc, ale oszczędzajmy rozsądnie. 

Fotograf to jeden z większych ślubnych kosztów. Nie do porównania oczywiście z kosztami np. sali, ale nie jest to kwota, która może pozostać niezauważona w ślubnym budżecie. Na facebookowej ślubno-weselnej grupie wsparcia widzę bardzo często pojawiające się posty Panien Młodych, które rozważają zrezygnowanie z profesjonalnego fotografa lub usilnie szukają tego najtańszego. Argumenty za tym przemawiające są różne, a jeden z najczęściej się pojawiających to „Przecież wujek Staszek robi ładne zdjęcia, zrobi i nam”. A ja wtedy sobie myślę: „Serio?!”. 

Bierzecie ślub z założenia raz w życiu. Przeznaczacie na jego organizację mnóstwo czasu, energii i pieniędzy. Dbacie o detale i szczegóły. Kupujecie najpiękniejszą suknię, wybieracie skrupulatnie kwiaty, dodatki, zaproszenia. Pilnujecie, by wszystko pięknie ze sobą zagrało. Chcecie by ten dzień był jednym z najpiękniejszych. Zapamiętacie go prawdopodobnie na całe życie. I naprawdę, nie chcecie mieć pięknych zdjęć, które będą Wam o nim przypominać?

Pamięć jest ulotna, szalenie ulotna. I dziś może pamiętacie Wasz ślub ze szczegółami, ale za 10 lat będziecie mieli problem by przywołać sobie w głowie to spojrzenie Waszej mamy, gdy udzielała Wam błogosławieństwa, widok Waszego męża, gdy zobaczył Was przed ołtarzem czy też Waszą ukochaną babcię tańczącą razem z dziadkiem. Nie jesteśmy w stanie zachować tych obrazów, w pełnej wyrazistości, do końca życia w głowie.

Osobną kwestią jest jeszcze to, że w sam dzień ślubu wiele rzeczy Wam jednak umknie. To są takie emocje, takie tempo tego dnia, tyle się dzieje, że nie jesteście w stanie sami wszystkiego zauważyć i zapamiętać. Nie miałabym pojęcia, jak był ustrojony nasz kościół, gdyby nie zdjęcia. Nie wiedziałabym, że moja przyjaciółka w pewnym momencie się wzruszyła. Nie zauważyłabym też, że aż tyle się tego dnia śmiałam. ;) I takich momentów można by wymieniać bez końca. 

Wiecie z jaką wielką niecierpliwością wyczekiwaliśmy naszych ślubnych zdjęć? Jak niesamowicie się cieszyliśmy wspólnie je oglądając, jak komentowaliśmy reakcje naszych bliskich, przypatrywaliśmy się twarzom i wracaliśmy do tych wszystkich momentów. Ja przez kilka kolejnych dni, nie robiłam nic innego, tylko od rana do wieczora oglądałam zdjęcia. Ciągle odkrywając na nich coś nowego! Ja się tym ślubem tak naprawdę, w pełni zachwyciłam dopiero na zdjęciach. W sam dzień ślubu, skupiłam się głównie na ludziach, a przede wszystkim na Kubie. Nie zwracałam zbyt dużej uwagi na to co jest dookoła mnie. Nie widziałam tych dekoracji, tortu, drobiazgów. A dzięki zdjęciom, dziś mogę z zamkniętymi oczami te wszystkie szczegóły przywołać w głowie.

I oczywiście, że każde zdjęcie będzie pamiątką. Te od wujka również. Ale nic nie zastąpi profesjonalnej pamiątki. Bo to głównie te zdjęcia, będę po latach odpowiedzialne, za Wasze wspomnienia. I dla Nas to był jeden z najważniejszych (o ile nie najważniejszy) ślubnych aspektów. Znaleźć kogoś naprawdę świetnego. Kogoś, kogo zdjęciami się zachwycimy bez reszty. Kto uchwyci wszystkie najważniejsze momenty, emocje, uśmiechy. Kto przedstawi naszą ślubną historię w najpiękniejszy sposób. I takie też osoby znaleźliśmy. Bajkowe Śluby – Ich chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. 

Szukajmy oszczędności, nie wydawajmy fortuny na wesele, ale zastanówmy się trzy razy, zanim z czegoś zrezygnujemy. Bo możemy znaleźć najpiękniejszą, ale używaną suknię ślubną, czy też zrezygnować z fotobudki/barmana/pokazu fajerwerków. Ale zdjęcia będą Waszymi wspomnieniami. Pamiątką na całe życie. Będą wisieć na ścianach, będzie je oglądać cała rodzina, a kiedyś nawet Wasze dzieci. A Wy będziecie do nich wielokrotnie wracać. Teraz i za pięćdziesiąt lat. Dbajmy o to co warte zapamiętania. 



















czwartek, 3 listopada 2016

First look - zadbajmy o najpiękniejsze wspomnienia



„First look” czyli ten moment, gdy w dzień ślubu widzicie się po raz pierwszy. W garniturze, w białej (niekoniecznie ;)) sukni, w tych niepowtarzalnych przedślubnych nastrojach. Nietrudno sobie wyobrazić, że tej chwili muszą towarzyszyć wyjątkowe emocje. Dlatego nie rezygnujcie z tego. 

To powinna być chwila tylko dla Was. Pozbawiona towarzystwa rozemocjonowanej mamy, zestresowanego taty czy cioci Krysi, która koniecznie musi Was teraz wycałować. Kilka minut w tej przedślubnej gorączce, gdzie będziecie tylko Wy. Bo przez całą resztę wieczoru o taką chwilę we dwoje może być naprawdę trudno. (A tak swoją drogą, to jest jeden z kolejnych plusów jechania do ślubu bez kierowcy – dodatkowe chwilę sam na sam. :))

Najlepiej pomyślcie zawczasu, jak to zorganizować. Bo first look jest możliwy nawet jeśli szykujecie się w tym samym domu, można po prostu ustalić by od pewnego momentu nie opuszczać swoich pokoi czy też pięter w tym samym czasie. ;) Choć wiadomo, że wspólne przygotowania też mają swój urok i czasem trzeba po prostu zadecydować, na czym nam bardziej zależy.

My szykowaliśmy się w osobnych mieszkaniach. W zasadzie byliśmy osobno już od wieczoru poprzedniego dnia, ponieważ noc przed ślubem spędziłam u mojej mamy. I nie, nie chodziło nam o to by zachować jakieś pozory, bo przecież od dawna już mieszkaliśmy razem. My tylko chcieliśmy właśnie, zadbać o nasze wspomnienia, podsycić przedślubne emocje. Pamiętam smsa, którego dostałam od Kuby już późnego wieczoru przed ślubem. Pisał, jak bardzo cieszy się, że jutro zostanę jego żoną itd. Z mojej perspektywy, fajnie spędzić te ostatnie godziny osobno, by jeszcze bardziej przeżyć ten dzień i jeszcze mocniej go wyczekiwać. Ale to tylko mój punkt widzenia.

Nie pomyśleliśmy jednak odpowiednio wcześniej o tym, jak ten nasz first look zorganizować. U mojej mamy było sporo osób: mama, tata, fotografowie, świadkowa, siostra, szwagier, dwójka malutkich dzieci, a gdzieś w międzyczasie to florystyka, to fryzjerka, a na koniec makijażystka. Działo się. ;) Kuba przyjeżdżał po mnie razem ze swoim świadkiem i w zasadzie w tym samym momencie co jego rodzice. Liczba osób więc jeszcze bardziej wzrosła. I jak w tym całym zamieszaniu zobaczyć się tylko we dwójkę? :P Mieszkanie mojej mamy nie jest duże, nie było możliwości by całą tę radosną gromadkę zamknąć w jakimś jednym pokoju.

Wiecie, ja już naprawdę chciałam machnąć ręką, zrezygnować, wpuścić Kubę w ten rozgardiasz i tyle. A przecież tak mi przed ślubem zależało na tej chwili! I tutaj wielkie dziękuje dla mojej świadkowej i fotografów, którzy nie pozwolili mi z tego momentu zrezygnować i zwyczajnie pomogli mi wszystkich wygonić na klatkę schodową. :D Z drugiej strony zostali też zatrzymani Kuby rodzice i świadek, którzy przyjechali z Nim. Zostałam w mieszkaniu sama z fotografami (ale ich w takiej chwili też się nie widzi ;)). Taaaaak, sama…. Już po czasie okazało się, że w drugim pokoju został mój tata, którego jakoś ominęło zbiorowe wyrzucanie z mieszkania. Na szczęście poczekał cierpliwie i nie wyszedł stamtąd póki się z Kubą sobą nie nacieszyliśmy (już widzę moją mamę na jego miejscu :P).

O samej tej chwili nie będę się rozpisywać, chyba najlepiej te emocje oddadzą zdjęcia. Ale jest coś naprawdę wyjątkowego w tych kilku pierwszych minutach. I możesz być z kimś od ośmiu lat, widzieć się co dzień rano, czasem w lepszym, a czasem w gorszym wydaniu. Znać Go na wylot i być pewnym, że potrafisz przewidzieć jego reakcje, a potem się tak bardzo, bardzo zaskoczyć. Przecież to ja miałam płakać. ;) Ale mój nerwowy śmiech też nie był codzienną reakcją. To jest naprawdę niesamowite. I właśnie w tym momencie ogarnia Was jeszcze większa niezachwiana pewność, że to jest ten Mężczyzna i że to jedna z lepszych decyzji w Waszym życiu. I że już teraz wiecie, że będziecie do tego momentu wracać latami.

A potem rusza ta cała ślubna machina i już nie ma czasu na wzruszenia. :P Żartuje, wiem że u Was mogło być inaczej. Mogliście się spłakać na przysiędze lub ledwo ją wymówić drżącym głosem. Też się tego bałam. Ale po tym first looku nic już nie wywołało we mnie aż takich emocji. I on bezkonkurencyjnie jest moim ulubionym momentem z tego dnia.

Zdjęcia z tego momentu też są moim numerem jeden. A gdy oglądam inne ślubne reportaże również budzą we mnie zawsze najwięcej emocji.  Wyrzućcie więc z domu wszystkich, ale absolutnie nie wyrzucajcie fotografów. :) Dodatkowo jeżeli jeszcze macie możliwość zorganizowania tej chwili gdzieś w pięknym ogrodzie, naprawdę daleko od reszty ludzi, to już w ogóle cudownie. U nas tej możliwości nie było, a świadkowa przed drzwiami musiała powstrzymać moją mamę, by zbyt prędko do Nas nie weszła. :D 


Jesteście już po ślubie? Szykowaliście się razem czy osobno? A może pierwszy raz zobaczyliście się dopiero w kościele? Opowiedzcie, jak było u Was. :)

Zdjęcia: Bajkowe Śluby