poniedziałek, 19 grudnia 2016

Na 12 dni przed przeprowadzką



Dopiero co planowaliśmy nasz ślub, dopiero co odliczałam dni do wiosny i wypatrywałam maja, dopiero co cieszyłam się na mój wieczór panieński i wybierałam ślubną biżuterię. To wszystko działo się chwilę temu. Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, jak ten czas pędzi. 

Dopiero co marzyliśmy i planowaliśmy. Kiedyś, jakiś własny dom, może szeregowiec, może bliźniak, z dużym kawałkiem ogrodu, na którym kiedyś postawimy huśtawkę. To nie były konkretne plany, to było coś bardziej w stylu „A na co wydam dwadzieścia milionów, jak już trafię tą szóstkę”. I życie samo nas znów trochę zaskoczyło. Bo gdyby nie nasi przyjaciele i identyczny bliźniak kupiony przez nich ulicę bliżej, to pewnie nigdy byśmy się nawet o tym miejscu nie dowiedzieli. A z realizacją naszych planów czekalibyśmy na pewno dłużej. Ale o tym wszystkim już pisałam tutaj - Kupujemy dom!

Dziś, już dawno nie odliczam do ślubu (choć miesiące, które od niego upłynęły wciąż ;)), odliczam do przeprowadzki. I jestem w ogromnym szoku, że za chwilę do tego odliczania starczą mi palce obu dłoni. Zostało 12 dni! Przeprowadzamy się w Sylwestra! Jak już wyjdę z pracy, w której muszę być tego dnia – tak jak byśmy mieli za mało rzeczy do robienia. :P Przeprowadzka w Sylwestra ma swoje plusy. Choć raz, nie musimy się zastanawiać, jak powitamy Nowy Rok. ;) A dla mnie pierwsza pobudka w nowym domu, 1 stycznia nowego roku – ma wymiar bardzo symboliczny. Uwielbiam nowe początki.

Do pomocy tego dnia zgłosili się już nasi rodzice, a może znajdzie się ktoś jeszcze, chętny do dźwigania kartonów (jak nie macie planów na sylwestra, to zapraszamy! :D). Szampan też już czeka. :) Gdy witaliśmy wspólnie 2016, to do głowy nam nie przyszło, że kolejny rok powitamy w taki sposób. Poproszę więcej takich życiowych niespodzianek.

A jak sytuacja przedstawia się w domu? Za cały remont odpowiedzialny jest mój mąż, z wujkiem i dziadkiem do pomocy. Mi czasem też się zdarzy coś pomóc, ale głównie służę za „podawacza”. :P Na samym początku byłam przerażona, jak damy rady bez fachowej ekipy. Ale teraz? Teraz przede wszystkim rozpiera mnie wielka duma z Kuby. Bo jest dokładniejszy i solidniejszy niż chyba największy fachowiec. Nawet mój tata, gdy zobaczył naszą łazienkę, nie mógł uwierzyć, że nikt nam nie pomagał. ;) Problemem jest tylko oczywiście czas, bo remont remontem, a praca pracą. A gdy do tego dochodzą jeszcze studia w weekend, to naprawdę ciężko znaleźć wolną chwilę na odpoczynek. Codziennie, jednak widzę, jak pomimo wielkiego zmęczenia, Kuba nie odpuszcza i wkłada całe swoje serce i siły, by to wszystko dla nas zrobić. I w takich momentach naprawdę przepełnia mnie duma i miłość. 

W domu, w tym momencie, wizualnie jest zrobione nie wiele, bo nasz czas głównie pochłonęło szpachlowanie, szlifowanie, a teraz gruntowanie ścian. No i łazienka. Łazienka jest naszym priorytetem, bo bez toalety, jednak mogłoby się mieszkać trochę ciężko. ;) Może zdążymy pomalować, może zdążymy położyć panele, ale to wszystko się okażę. Kuchnię kupujemy dopiero 30 grudnia, ale jako, że ją również będziemy montować sami, to może to trochę potrwać. :D Od czego jest czajnik elektryczny i mikrofalówka.

Do zrobienia jest jeszcze całe mnóstwo rzeczy. W najbliższych planach nie ma nawet drzwi do łazienki, więc czuję, że nasz związek po tylu latach, może wejść na jeszcze wyższy level. :D Można by usiąść, zestresować się i zdenerwować. Ale po co? Wiedzieliśmy, że wprowadzimy się do mocno niewykończonego domu. Wiedzieliśmy, że będzie to dodatkowo zima, która niczemu nie sprzyja. Wiedzieliśmy, że pewnie utoniemy pod kartonami i słuch po nas zaginie. Ale można też na to wszystko spojrzeć z trochę większym optymizmem (robię tak całe życie ze wszystkim :D) i stwierdzić, że w zasadzie, to czeka nas ekscytująca, wspólna przygoda. I na pewno będzie co wspominać! Robię więc zdjęcia, kręcę filmy i kiedyś opowiem naszym dzieciom, jak ten dom powstawał. :) Ten wpis też piszę, poniekąd po to, by kiedyś do niego z uśmiechem wrócić.

Ja odliczam do przeprowadzki, a pewnie większość z Was do świąt. Na święta też się cieszę, tylko wciąż zastanawiam się, jak znajdziemy na nie czas. ;) Za kilka dni przyjeżdża moja siostra z rodziną i zostają do 30 grudnia (czmychają tuż przed przeprowadzką, cwaniacy :D). To nasze pierwsze święta w tak pełnym składzie. Stęskniłam się już strasznie.

W ciągu najbliższych dni, jak widać, będzie się dziać! Życzcie nam powodzenia i do usłyszenia już chyba w 2017. Choć to czy będziemy mieli Internet, to jak na razie też bardzo wątpliwa kwestia. :P

Wesołych Świąt i spełnienia wszelkich celów, planów i marzeń w nowym roku. Ja mam ich jak zwykle całą masę. Ale muszę przyznać, że 2016 był przepięknym rokiem (i chyba w styczniu zrobię jakiś wpis go podsumowujący). A jak u Was?

Naszą tegoroczną choinkę mieliście już okazję zobaczyć u mnie na facebooku. A kogo jeszcze tam nie ma, bardzo serdecznie zapraszam - Nasze Ślubne Opowieści. Choinka jest całkowicie autorskim pomysłem mojego męża. Ja początkowo zupełnie nie mogłam zrozumieć, co on robi, układając te kartony na sobie i ściągając nasze świąteczne lampki z szafy. ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz