środa, 12 października 2016

Na siedem miesięcy przed ślubem jest całkiem spokojnie [Karolina]



Kiedy kilka dni temu Dagmara napisała do mnie wiadomość: „Niedługo 12 pamiętasz?;p” to momentalnie spojrzałam w  kalendarz! Niby człowiek zdaje sobie sprawę, że minął kolejny poniedziałek, wtorek, kolejny weekend, kolejne wesele (spotkał nas zaszczyt uczestniczenia w 7  tego roku, czy ktoś nas pobije?:P) to fakt, że od ostatniego wpisu minął już miesiąc to dla mnie szok :) I to, że nagłówek [Na siedem miesięcy przed ślubem] mówi o mnie… to dla mnie jeszcze większa abstrakcja. Bardzo się cieszę na te comiesięczne ‘pogaduchy’ z Wami, bo przynajmniej nie zapomnę o własnym weselu :D I chociaż czas przelatuje nam gdzieś między palcami, a ja zamiast sukien ślubnych nadal oglądam płytki i panele, to jakoś tak ogarnia mnie spokój :) Zanim opowiem Wam o tym, skąd on się wziął, zgodnie z obietnicą z ostatniego wpisu, postaram się przybliżyć Wam cząstkę nas.

I powiem Wam szczerze, może trochę nieskromnie, że bardzo lubię „nas”, nas razem :) Uważam, że tworzymy naprawdę fajną parę, nie idealną, nie zawsze zgodną, ale po prostu fajną, z dystansem do siebie, z poczuciem humoru. To, że w związku trzeba się kochać to banał, każdy o tym wie. Mam wrażenie, że wokół nas jest wiele par, które się kochają, a mimo to szczęśliwe nie są. Sekret tkwi w tym, aby się do tego wszystkiego najzwyczajniej na świecie lubić! I właśnie wtedy jest najfajniej! :) 

Z ogromnym uśmiechem na twarzy wracam do dni kiedy się z Szymonem poznawaliśmy :) Pamiętam jak dziś, gdy go pierwszy raz zobaczyłam. Pamiętam, jak był ubrany, co mówił i jaki śmieszny mi się wydał (w dobrym tego słowa znaczeniu oczywiście ;p) Mimo, że poznaliśmy się w pracy podczas ferii szkolnych, to do naszego spotkania w dużej mierze przyczynił się mój brat. To właśnie On chodził z Szymonem do jednej klasy w technikum, a mi załatwił na ten okres pracę. Co śmieszne, Szymon już wcześniej bywał u mnie w domu! Ale  ja, jako nieśmiała nastolatka zazwyczaj chowałam się w pokoju, gdy do moich braci przychodzili koledzy :P Szymon się teraz śmieje, że raz nawet udało mu się zobaczyć mój tył, ale drzwi zaraz się zamknęły :D Razem przeżyliśmy cały 5 letni okres studiów, nawiązaliśmy wiele przyjaźni takich, że teraz nie potrafię powiedzieć: to są przyjaciele Szymona a to są moi przyjaciele… to są nasi przyjaciele! I nie musimy się nimi dzielić :) Zwiedziliśmy kilka pięknych miejsc, przeżyliśmy wspólnie pierwszy lot samolotem, wspieraliśmy się w trudnych chwilach, śmialiśmy w tych radosnych, poznaliśmy swoje rodziny, babcie, kuzynostwo, przeżyliśmy razem 9 wspaniałych wesel (każde było cudowne na swój sposób:)), spędzaliśmy razem święta, byliśmy na rybach, uczyliśmy mnie jeździć na snowboardzie :), wymienialiśmy razem oponę w motorze Szymona (czego się nie robi z miłości ;P), razem urządzamy nasze gniazdko, jemy owsiankę na śniadanie… i ciągle chcemy więcej!:) 

Mogłabym tak pisać i pisać, ale myślę, że najlepiej poznacie nas gdzieś między wierszami. I wiecie co? Wracamy do tematu najważniejszego, wracamy do tematu ślubu!:)

Skąd u mnie ten spokój? Brak szaleństwa w przygotowaniach? Myślę, że dokładnie wiem czego chcę. Wiem w jakim klimacie ma być nasze wesele, jak mają wyglądać dekorację, wiem też, że z pomocą bliskich będziemy częściowo robić je sami (coś tam nawet już mamy...:)). Zdaję sobie sprawę, że tych drobiazgów uzbiera się całkiem sporo do ogarnięcia, dlatego jak tylko wybiorę płytki łazienkowe do mieszkania, to biorę się na poważnie za szukanie sukni :D! Oczywiście mam już jakieś swoje typy, wiem czego nigdy w życiu bym na siebie nie założyła, ale powiem Wam szczerze, że sama jestem ciekawa na jaką suknię się zdecyduję. 

Żeby nie było, że tak kompletnie nic nie mamy (a ja Wam tutaj wypisuje o spokoju ducha :P) powiem Wam co już udało nam się załatwić i od czego zaczęliśmy.

Data ślubu, mimo braku entuzjazmu naszych mam na wybór miesiąca bez „r”…:) okazała się dla nas bardzo łaskawa! Po wyborze daty wyznaczyliśmy sobie priorytety: znaleźć salę, fotografa, dj’a oraz zarezerwować kościół… no i właśnie sobie przypomniałam… Ostatnio ksiądz nas odprawił mówiąc, że przyszliśmy za wcześnie więc wypadałoby znów go odwiedzić :)

Poszukiwanie sali trwało dosyć długo… zależało nam na tym, aby była jak najbliżej od miejsca ślubu, aby nie była to typowa sala balowa, szukaliśmy raczej czegoś w luźniejszym, swobodniejszym klimacie. Oglądając zdjęcia weselne różnych fotografów, zwróciłam uwagę na pewną salę, szybko sprawdziłam gdzie się znajduję i jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że to jakiś kilometr od mojego domu! Oczywiście wiedziałam o istnieniu tego miejsca, nawet kilka razy miałam okazję  być na jego terenie, ale nie miałam pojęcia, że tuż za pałacykiem, w którym bywałam znajduję się sala wiejska, na którą ostatecznie się zdecydowaliśmy :) Sala jest spora, z akcentami drewna tak jak chcieliśmy.

Kolejną, bardzo ważną dla mnie kwestią było znalezienie super fotografa za rozsądną cenę. Zależy mi na zdjęciach ujmujących emocje, pięknych, magicznych, naturalnych. I to nie było łatwe zadanie! Wysłałam sporo maili, nawiązałam kilka naprawdę miłych rozmów (Cześć Czołem Pracownia Twórcza – bije od nich takie ciepło, że człowiek od razu ma ochotę stanąć przed ich obiektywem… i aż łezka kręciła mi się w oku, gdy musiałam odmówić (postanowiliśmy trzymać się swojego planu finansowego)). Fotograf, na którego się zdecydowaliśmy został nam polecony przez koleżankę z pracy. Po obejrzeniu kilku zdjęć od razu ‘zaiskrzyło’, okazało się, że oferta również nam odpowiada i bach termin klepnięty!:) Jestem bardzo ciekawa tej współpracy, ale czuję, że będzie dobrze. :)

DJ, to właśnie na niego, a nie na orkiestrę czy zespół postanowiliśmy się zdecydować :) Wraz z Szymonem jesteśmy tak pewni tego wyboru, że do samego wesela możemy spać spokojnie!:) Zwróciliśmy na niego uwagę na weselu naszych znajomych, został nam polecony również przez naszego fotografa, co tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że to najlepsza możliwa opcja ;) Dj Damko -bo o nim mowa jest dość oblegany ale ku naszemu zaskoczeniu termin okazał się być wolny!:) 

I to są właśnie ogromne plusy wesela w miesiącu bez „r” - w dodatku w piątek. Jeżeli tyko nie wierzycie w jakieś zabobony, to gorąco Wam tą opcję polecam! Szczególnie jeżeli nie macie zbyt dużo czasu na całą organizację. My za rezerwację tych podstawowych kwestii zabraliśmy się na niecały rok przed ślubem. Wysłaliśmy sporo maili w różne miejsca, do wielu usługodawców, a nie odmówiono nam ani razu z powodu braku terminu :)

Co więcej? W zeszłym roku zaliczyliśmy nauki przedmałżeńskie i poradnię. Wybraliśmy się razem z moim bratem i jego ówczesną narzeczoną, którzy brali ślub w tym roku :) To był bardzo dobry pomysł! Mamy również zarezerwowane auto – tym akurat zajął się Szymon. Ja mam świadkową, ale podobnie jak Dagmara, miałam ją jeszcze zanim poznałam swojego wybranka :p 

Jak sami widzicie najważniejsze rzeczy mamy załatwione. Sama jestem ciekawa, co przyniesie kolejny miesiąc i czym będę mogła się z Wami podzielić w listopadzie;)

bestbride



7 komentarzy:

  1. Karolina! zapomniałaś o jednej z ważniejszych rzeczy, którą zrobiłaś dla swojego przyszłego męża z miłości! Pamiętny wyjazd na lokomotywy :P

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja tak z innej beczki do Dagmary.
    Jak myślisz jak logistyczne rozwiązać ślub i wesele jak dzieli nas 200 km? I nie chcemy nikogo urazić?
    Może to okaże się tematem na post ;)?
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy jestem wystarczająco w tym temacie kompetentna ponieważ u nas takiego problemu nie było. Ale może postaram się coś na ten temat napisać. :)
      Zawsze możesz też podać mi swojego maila, wtedy nawet jeśli nie powstanie osobny post, to postaram się Tobie coś osobiście napisać.

      Usuń
  3. Witam,

    Czytając ten wpis aż człowiekowi nieco lepiej się robi w te zimne jesienne dni. Ważną kwestią są również obrączki:) Proszę pamiętać że ich wykonanie również wymaga czasu. Nam już zdarzyło się dostarczać ten symbol miłości i więzi prosto do kościoła:)

    Życzymy wszystkiego dobrego!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń